
Od niego wszystko się zaczęło. Zakochaliśmy się w domu. W starym blisko 100-letnim domu. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Zobaczyliśmy go wieczorem w grudniu. W ciemnościach niewiele było widać, ale ogród pokryty śniegiem miał niesamowity klimat. Oględziny wnętrza jeszcze pogorszyły sprawę. Dom był spełnieniem naszych marzeń. Wszystko w środku było stare, zaniedbane i wołało zaopiekuj się mną. Dom otoczony ogrodem, starym, pełnym wielkich drzew, bzów, jaśminów. Ogrodem, którego nie można stworzyć w kilka lat a bardzo trudno kupić. To uczucie, jak to uczucie, spadło na nas nagle i niespodziewanie. Nie byliśmy jeszcze wtedy zdecydowani na przeprowadzkę za miasto. Przez ostatnie 10 lat mieszkaliśmy na Marszałkowskiej i po pierwszych zachwytach, że wszędzie blisko, że takie fajne miejsce, zaczynaliśmy mieć powoli dosyć mieszkania na szlaku i prowadzenia domu otwartego. Decyzję znacznie przyśpieszyły nasze zwierzęta, które zgadzały się, że weekendowe wyjazdy to za mało i, że mają dość siusiania na chodnik. Właściciele budowali nowy dom tuż obok i na spełnienie marzeń trzeba było jeszcze poczekać. Remont zaczęliśmy w 1999 roku we wrześniu i trwa on do dziś.


0 komentarze:
Prześlij komentarz