
Rzeźnik z prawdziwego zdarzenia, rzecz w Polsce ekskluzywna, zajmuje w moim życiu ważne miejsce. Rzeźnik jest jak Litwa! Tylko ten co go w życiu miał i stracił wie po czym tęskni.
Zaraz po przeprowadzce mój mąż postawił wędzarkę i postanowił sam robić wędliny. Oczywiście od wielkiego dzwonu, na co dzień nie mamy na to czasu.
Jak postanowił tak zrobił. Tylko skąd w nowym miejscu wziąć czarodzieja , który wykroi zgrabną szynkę, albo sprzeda żołądek wieprzowy. Znaleźliśmy w Kobyłce taki skarb. Teraz przepisy babci odłożone na święty nigdy można realizować do woli. Kołduny litewskie wymagają dodania tłuszczu spod nerki cielęcej, klops siatki opłucnej, mostek do świątecznego zaplatania- trudu wprawnej ręki, schab w.g Jamiego Olivera musi być wykrojony ze skórą...
Ja wiem, że jestem niedzisiejsza, ale naczytałam się zagranicznych książek kulinarnych ( a tam kulinarnych – nawet w angielskim kryminale każda pani ma zaprzyjaźnionego rzeźnika, do którego dzwoni z zamówieniem )
Skarb pracuje w sklepie mięsnym przy ul. Ręczajskiej. Nie ma co pytać o niecodzienne zamówienia pań, które tam sprzedają, trzeba pytać o pana Wojtka! Zamawiasz, dzwonisz , odbierasz….Europa!
0 komentarze:
Prześlij komentarz