
Jeżeli sklep w Kobyłce to zdecydowanie Emiś. Teraz są już dwa, ale ja pozostałam wierna temu pierwszemu na Żymirskiego. Sklep ma swoje wady, należy zdecydowanie unikać w piątkowe popołudnia, szczególnie dział mięsny gwarantuje stanie w wielkiej kolejce. Ale poza tym jest tam prawie wszystko pomoże być ci potrzebne. Ma wielki wybór artykułów pierwszej potrzeby, ale i rzadkie delikatesy tam spotkasz. Duży wybór herbat i są otwarci na nowości. Właściciel obecny i czujny, kręci się często wśród klientów, jeżeli czegoś nie ma można to zamówić i z reguły dotrzymują słowa. Niezły dział ze zdrową żywnością ( szczególnie, że w okolicy nie ma takiego sklepu) stale się rozrasta. Ceny różne, część rzeczy w cenach zdecydowanie konkurencyjnych inne kosztują za dużo, ale to już nasz wybór. Mają atrakcyjne promocje. Fajne jest też to, że to taki sklep z gatunku „szwarc ,mydło i powidło”. Ma dobre bo długie godziny otwarcia. Nie masz prezentu dla sąsiada, który zaprosił cię na imieniny żony, wyszły ci grzybki mun, zabrakło wisienek do koktajlu, albo skończył ci się alkohol Emiś da radę.
Z dużych sklepów mamy Lidla i Tesco Wołominie. Do Lidla można się było w Warszawie przyzwyczaić i nie ma się co rozwodzić- Lidl jaki jest każdy wie (szczególnie lubię tam prawdziwą niemiecką chemię gospodarczą i dział alkoholowy) Tesco, w porównaniu z tym warszawskim rozczarowuje wielkością (nie ma alkoholu- bliskość kościoła: ))
Jest też Kaufland, do którego w Warszawie nie można się było przyzwyczaić bo go tam nie ma. Ja lubię tam robić duże zakupy. Szczególnie fajny jest dział serów, może nie ma może wielkiego wyboru jak w Almie, ale za to te promocje serów, których tutaj się nie jada więc i nie sprzedaje. Stąd od czasu do czasu promocyjne ceny niebieskich serów i parmezanu albo grano padano. Bezcenne!
Zdecydowanie unikam małych lokalnych sklepów- marże potrafię tam sięgać 500procent a wybór żaden.
Jakoś tak tutaj jest, że każda informacja o budowie kolejnego sklepu wielkopowierzchniowego wywołuje natychmiastowy bunt miejscowych tzw. kupców ( ja przepraszam, ale kupiec dla mnie to był Wokulski a nie pani, która z córką sprzedaje pieczywo w folii i chipsy) Jakoś dotarło do mnie, że w Wołominie lokalni „kupcy” wykazali się inicjatywą i przy udziale władz miasta wybudowali swoje centrum handlowe. Centrum miejscowych kupców- naiwna ja wyobraziłam sobie jako miejsce ( jak za jakąś zachodnią granicą ) gdzie lokalni producenci sprzedają swoje własne świeże produkty. Jakieś warzywa, jajka od kury zielononóżki n.p., wyroby z wikliny, jakieś rękodzieła. A chała!
Kilkanaście (dokładnie nie liczyłam bo mi złość rozum odjęła) sklepików z chińskim szajsem za to z cenami wyższymi niż u Chińczyka. Nie ma się tam po co fatygować, ale cieszy, że trudem zbiorowym zachowano lokalne miejsca pracy. Cieszę się też ,że więcej tam nie pojadę.
To nie tak, że nie lubię wcale a wcale małych sklepów. Nie lubię takich jakie są tutaj. Kto im broni mieć jakieś świetne pieczywo, jakieś ciasto domowe coś czego nie ma gdzie indziej a jest tylko tam! Nikt im nie broni tylko im się nie chce chcieć.
Jest jednak mały sklep położony w świetnym miejscu tuż przy stacji PK Kobyłka na ul. Orszaga. Odkąd obowiązują nowe przepisy i handel w dni świąteczne jest zabroniony życie taki sklep ratuje wszystkim którzy znajdą się w potrzebie nagłej . Aha ! jeszcze Żabka bliska urzędowi tak ma…
0 komentarze:
Prześlij komentarz