
To co działo się w noc ciszy wyborczej zakrawa na komedię. W tak małym mieście ,gdzie jak myślę ,zna się sąsiadów od pokoleń, klejenie plakatów w piątkową noc przypominało zabawę w podchody.
I w zabawie tej nie brali udziału harcerze ,ale dorośli chłopcy w terenowych samochodach. Wygląda na to ,że nie wierzą ,że wiemy na kogo głosować, a to jak zagłosujemy będzie zależało od tego czyj plakat będzie na wierzchu. Podobno nie wolno zaklejać plakatów, ale jest to praktyką nagminną. Naklejanie, zrywanie konkurencji politycznej, dążący do reelekcji burmistrz zaklejał nawet plakaty swoich kandydatów. Odwiedziłam pobliski Wołomin gdzie makulatury na wybory wyprodukowano o tony więcej. Tam słupy ogłoszeniowe przypominają pana Zagłobę, takie mają „brzuchy”. Zły przykład idzie stamtąd ? Naprawdę w takim mieście jak Kobyłka nie może odbywać się to inaczej? Wiem jak wygląda burmistrz i czy muszę oglądać jego wizerunek przyklejony do każdego drzewa? Znam kandydatów na radnych, a jeśli nie to poczytam o nich na ulotkach, stronach internetowych, gdziekolwiek. Jeśli burmistrz przekona kogoś swoją czteroletnią pracą to i tak dostanie głos.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz