poniedziałek, 6 września 2010

BAZARY

Są dwa ważne. W Wołominie w czwartki i soboty i w Radzyminie w soboty i środy.
Po przeprowadzce strasznie trudno było mi bez bazaru na Banacha. Bez bazaru nie ma dla mnie życia więc zaraz po transferze zasięgnęłam wiedzy i udałam się na rekonesans.
Bazar w Wołominie lepiej odwiedzać w sobotę. Jest wtedy zdecydowanie więcej sprzedających.
Można tam kupić prawie to wszystko co na każdym bazarze. Jednak jest kilka miejsc szczególnie wartych wspomnienia. Większość handlujących ma towar standardowy, po taki szkoda jechać na bazar, szczególnie, że ceny nie są zdecydowanie niższe niż w sklepie.
Ale (w chyba drugiej alejce- nie wiem chodzę na pamięć ) zawsze sprzedaje starsza pani. Ma wspaniałe pomidory z własnego ogrodu : malinowe, żółte, wole serca, wspaniałe zioła i cukinie i kabaczki każdego wzrostu i rozmiaru. Zawsze kiedy mogę kupuję u niej włoszczyznę, mniejszą, niewyględną, umorusaną glebą, ale jaką aromatyczną!
W pierwszym szeregu budek z mięsem odkryłam ku zadowoleniu rodziny i gości budkę, w której bywa baranina. Można też ją zamówić telefonicznie i już nie trzeba jeździć na plac Szembeka.
Kwiaty to następna rzecz, którą warto kupować na bazarze. Świeże i w zdecydowanie hurtowych cenach. Również rośliny do ogrodów i na balkon. Przyjeżdżają producenci i wybór i ceny bez porównania z tymi w centrach ogrodniczych. Starsze panie wiosną sprzedają za bezcen wielkie karpy dalii i irysów. Większość ogrodników handluje krzewami róż i drzewek za ogrodzeniem bazaru.
Jest zawsze pan z różnymi ziarnami, kaszami etc. Niestety nie słyszał o pszenicy na kutię. Na szczęście jest już w supermarketach.
Czosnek i wszelakie przyprawy w pełnym wyborze. Chociaż kiedyś nauczyłam się czegoś nowego, poprosiłam pana sprzedającego przyprawy o 3 opakowania białej i 2 czarnej gorczycy. Pan dał mi białą, a czarną , powiedział, sprzedaje tylko w zimie!... Ostatnio n.p. taki rzadki rarytas:

W pierwszej alejce, tuż przy budkach z mięsem stoi też pan handlujący pysznym chlebem z pełnego ziarna. Chleb jest świetny , wytrzymuje cały tydzień . Dostępny jest w bochenkach różnego wzrostu. Można kupić sobie wielki z blachy, albo mały - jak człowiek wstrzemięźliwy w pożarciu! Jest stosunkowo drogi, ale jaki ma być dobry chleb- tani? Poza tym nie samym chlebem….
No i nabiał. Sery , jajka od kury grzebiącej, śmietana i mleko.
Bazar w Radzyminie jest większy, bardziej malowniczy. Warto tam zabrać dzieci- to jak wycieczka na wieś. Kury, gęsi, króliki maści przeróżnej. Uprzęże dla koni, wiadra ocynkowane, baloniki na druciku- kolorowe jarmarki normalnie !.
Z nabiałem jest tam cała długaśna aleja.

BASEN


Basen był. Był w Wołominie. Do dziś po nim płaczemy. To był zwykły mały basen. Wieczorem prawie pusty. Przed 22-ą można było sobie spokojnie pożabkować. W Warszawie w tych godzinach jest masakra- pełno ludzi. Tani był. Bez zjeżdżalni, fal i jaccuzi. Był , ale go zamknęli. Obiecali, że otworzą nowy. Zobaczymy. Swoją drogą ciekawa inicjatywa z tym zamknięciem, zamknęli stary zanim otworzyli nowy przy aplauzie radnych, szczególnie jednej, lekarki, która to nie umie pływać, za to ma liczne dowody na szkodliwość pływania w basenie. Całą rodziną korzystaliśmy z tego przybytku i nic a nic nam się nie stało.
Swoją drogą w starożytnej Grecji człowiek był uważany za wykształconego dopiero kiedy umiał pływać i czytać. Standardy się obniżyły?
Dziś w kraju , gdzie ponad 60 procent ludzi nie umie pływać , pozbawianie dzieci możliwości nauczenia się tej sztuki budzi mój szczery podziw, wymaga bowiem odwagi połączonej z kompletnym brakiem wyobraźni.

Pasy słuckie


A właściwie kobyłkowskie. Słynęła bowiem dawnymi czasy Kobyła z ich wytwórni. Dzisiaj to rzadkie kolekcjonerskie rarytasy, na które polują kolekcjonerzy po Desach i aukcjach przeróżnych. Zawsze podobał mi się ten epizod z życia naszego miasteczka i ucieszyłam się z inicjatywy miasta – wystawy pasów kontuszowych.
Piękne są , mnóstwo ciekawych zwyczajów jest z nimi związanych, zachwycają wymyślnymi wzorami i pełną znaczenia kolorystyką. Cała wielka wiedza jest z nimi związana, ale zwykłemu zjadaczowi chleba wystarczyłoby gdyby mógł ich pięknem nacieszyć oko.
Ucieszyłam się, przeczytawszy na stronie internetowej miasta o tym wydarzeniu, ale radość moja trwała krótko. W środku upalnego lata banery zapylone pomarańczowym kurzem były całkowicie nieczytelne. Teraz można je zobaczyć, ale tylko wtedy gdy się człowiek mocno wysili. Ze srony internetowej miasta:”Spacerowiczów i podróżnych zmotoryzowanych zachęcamy do obejrzenia wystawy.”
Niestety banery zawieszone są na takiej wysokości, że pieszy ich nie widzi, a kierowca nawet nie powinien jeżeli chce dojechać cały do domu. Fajne hasło, dobry pomysł – szkoda, że wyszło jak zawsze.
Dla tych , którzy pozostają z niedosytem wrażeń wiersz Jacka Kaczmarskiego

Człowiek się staje bardziej ludzki
Gdy się przepasze pasem słuckim.
Ów słusznie słynie w świecie sławą,
Że lewa stronę ma i prawą.
Te same wzory i ozdoby
Dwoisty dobór barw rozdziela:
Tą stroną na wierzch – znak żałoby,
Odwrotną zasię – znak wesela.
Kwiecista jest wymowa stroju,
Milczącym mówcą –szlachcic strojny:
Złotem lśni brzuch na czas pokoju,
A karmazynem na czas wojny.
Pas przypisuje jak proporzec,
Czyni hetmanem lub hołyszem:
Zechcesz- poszarzy cię w pokorze,
Wzrośniesz-roziskrzy w słusznej pysze.
Gdy –wobec wiary-gnębi żal win,
Pas słucki chwacko zeń wyzwoli:
Tak się owiniesz-jużeś kalwin,
Na opak włożysz- Toś katolik!
Przy tym niewielka jest to praca
Gdy zmienny humor, mus, kaprys, chęci:
Ot parę razy się obracasz-
Nawet się w głowie nie zakręci!
Gdy słuckim pasem się przepaszesz-
W siłę słabości zmienisz lasze.
Pas wszelkich możliwości miarką:
Póki na brzuchu – łeb na karku!